Posts

Showing posts from January, 2016

Szkło niejedno ma imię

Image
Ani się student obejrzał, a znów nadszedł czas na przegląd semestralny. Jak zwykle temu wydarzeniu towarzyszyły: lekka panika, zamieszanie i pewna doza niepewności, jak zostaną odebrane prace i wyjaśnienia. Na szczęście profesjonalna ekipa (Fujiwara sensei i Kaito sensei) pomogła przy montowaniu instalacji, a koledzy wykazali się sporą cierpliwością słuchając gaijińskich opowieści o inspiracjach i technice.  Po prezentacjach i błyskawicznym uporządkowaniu galerii nastąpiło radosne świętowanie przy piwie i okomomiyakach. A następnego dnia rozpoczęło się wielkie sprzątanie i naprawianie wszystkiego, co wpadło w ręce...  Przerwa wiosenna dopiero za tydzień. Jeszcze dwa projekty do dokończenia, setka pomysłów do przemyślenia. Szkice i eseje czekają na swoją kolej. Nęcą wystawy i muzea. Zalegają nieprzeczytane książki. Znaczniki na mapie przypominają o miejscach wartych odwiedzenia. Doktoranci się nie nudzą ;)

Armia z waty cukrowej.
Moi asystenci :D
Profesjonalne narzędzie oszczędzające c…

Jedna śliwa wiosny nie czyni...

Image
...ale umila mroźne poranki :)
Różowiutki puch do podziwiania w parku Ueno.



Znaczenie nonsensu znaczenia

Image
Dla zmęczonych szarym miastem, ciepłą zimą, zimną kawą, sesją i różnymi smuteczkami, Mori Art Museum przygotowało świetną odtrutkę. Eksplozja barw, złota i brokatu w nadmiarze i rozmiarze XXL od jednego z najsłynniejszych absolwentów mojej uczelni uprzyjemni nawet najbardziej szary dzień. Takashi Murakami (nie mylić z pisarzem, imieniem Haruki) studiował tradycyjne malarstwo nihonga. Szybko jednak zaczął tworzyć własny, bazujący na popkulturze, styl. Na wystawie, oprócz tytułowych 500-Arhantów, zobaczyć można psychodeliczne pozłacane rzeźby, poskręcane potwory, szczerzące zęby kwiaty i złośliwie uśmiechnięte uszate maski. Wszystko w kosmicznych kolorach i skomplikowanych układach. Dla równowagi prezentowana jest także seria inspirowana kaligrafią zen. Niektóre prace oszałamiają natłokiem wzorów i brokatu, mnie jednak najbardziej przypadły do gustu proste, dwubarwne kompozycje z zaskakującymi detalami. W muzeum spędziłam sporo czasu, wyszukując zabawne detale i uśmiechając się od ucha…